Obóz snowboardowy czyli jedna z życiowych lekcji.
W końcu nastał wielki dzień! Wyjazd na obóz. Byłem spakowany już oczywiście kilka dni wcześniej. Tak bardzo pragnąłem zaznać kontaktu z tym pięknym sportem. Z samego rana wyjazd, nie spałem całą noc! Tak bardzo byłem podniecony tym co się ma stać dnia następnego. Gdy byliśmy już na miejscu podzielono nas na kilka grup. No i na drugi dzień zaczęliśmy treningi. Nawet nie wyobrażacie sobie jak świetnie się czułe wiedząc, iż przez dwa tygodnie będę śmigał na snowboardzie. Pierwszy tydzień był nauką zapoznanie ze stokiem, na którym odbywały się lekcje. W przed dzień wyjazdu miał odbyć się finał, w którym udział mieli wziąć najlepsi snowboardziści z danej grupy. Grup było 12 w każdej 5 osób. Wiedziałem, że mam duże szanse by dostać się do finału. Coraz intensywniej o ty myślałem, tak bardzo, że doprowadzało mnie to do obłędu. Nikt w obozie ze mną nie gadał, każdy się mnie bał i mówił, że jestem dziwakiem. Nie potrafiłem się bawić jak rówieśnicy, ciągle myślałem o snowboardzie. Moje życie kręciło się wokół tego sportu.

