Pierwszy zjazd na snowboardzie.
Gdy pierwszy raz zabierałem się do zjazdu na snowboardzie czułem się bardzo podniecony i podekscytowany. Widziałem, że są do wyboru trzy trasy. Każda miała inny stopień trudności. Ja wybrałem ten średni, bo myślałem, że co ja się będę babrał ze słabym stopniem trudności, a poziom najtrudniejszy jednak mnie przytłaczał i przerastał. Przygotowania do pierwszego zjazdu trwały może z 10 min. Ciągło mi się to strasznie, bałem się, ale i zarazem cieszyłem. Mówię sobie, że narty są dla mnie nudne i opanowałem je bardzo szybko to i ze snowboardem sobie poradzę. Ruszyłem w dół po 2 metrach oczywiście pierwsza gleba. I tak za każdym razem, bardzo ciężko było utrzymać mi równowagę. Kiedy w końcu już stałem, ruszyłem, strasznie byłem z siebie dumny, ktoś we mnie wjechał na innej desce. I znowu gleba. Miałem dość, wszystko mnie bolało, ale mówię sobie, że dam radę, że nie mogę się poddać, przecież to takie fajne jest. Poszedłem już do ośrodka, w którym mieszkaliśmy, żeby odpocząć i spróbować od nowa jutrzejszego dnia z samego rana.
