Pierwszy wypadek podczas jazdy na snowboardzie.
Nie potrafiłem w nocy spać, wierciłem się. Byłem tak strasznie podekscytowany pierwszym dniem ze snowboardem, że nawet nie zauważyłem tego iż mam wszystko sine. Całe łokcie, kolana, brzuch a nawet plecy. A wszystko przez moją upartość i zawziętość, ale nadal czułem, że coś jest w tym snowboardzie. Coś co mnie do niego przyciąga. Jak na 8-letniego chłopaka miałem duży zapał i myślałem dosyć składnie. W końcu zasnąłem. Wstałem z samego rana by być pierwszym na stoku. Ubrałem się ciepło, obudziłem rodziców i znowu wybraliśmy się by pozjeżdżać na nartach, a ja oczywiście na snowboardzie. Tego dnia wybrałem stok o mniejszym stopni trudności. Był bardziej równy, szeroki, bez drzew. Tego dnia pobiłem swój pierwszy rekord, udało mi się przejechać jedną ósmą stoku czyli jakieś 100m! Byłem tak z siebie dumny, że nie zauważyłem, że zbaczam z drogi i bum. Prosto w drzewo. Obudziłem się w szpitalu. Dowiedziałem się co się stało, że straciłem przytomność i, że mam złamaną nogę i musimy wracać do miasta, że ze snowboardu w tym roku nici.

