Snowboard w mieście to nie to samo co w górach.
Spędziłem w górach z rodzicami tylko weekend. Po powrocie do miasta brakowało mi snowboardu, chodziłem czasami na sztuczne stoki, ale to nie to samo co zjazdy w górach. Panował Tam inny klimat, byli inni ludzie. I nie było Pana instruktora. Poprosiłem rodziców by w ferie wysłali mnie na obóz zimowy wraz z nauką jazdy na snowboardzie. Mama jak to mama, tysiące problemów i drugie tyle pytań. Ojciec jak najbardziej za, przecież dziecko musi być wychowywane przez sport! A to do tego jeszcze syn, jak by mogło być inaczej. Tata po kilku dniach znalazł odpowiedni argumenty i udało się. Miałem jechać na swój pierwszy obóz zimowy o charakterze sportowym. I do tego ta jazda na snowboardzie. Wiedziałem, że musze być tam najlepszy i bezkonkurencyjny. Lecz spodziewałem się tego, iż może być ktoś lepszy niż ja, lecz nie dopuszczałem tej myśli do siebie. Codziennie po szkole chodziłem na sztuczny stok w centrum miasta i trenowałem. Trenowałem czasem do wieczora, co przestało się podobać również tacie.

